Kontaktul. Władysława Bojarskiego 3, 87-100 Toruń
tel.: +48 56 611 41 10
e-mail: wpia@umk.pl

Trudna lekcja demokracji

Dr hab. Agnieszka Bień-Kacała, prof. UMK z Katedry Praw Człowieka zasłania jedno oko konstytucją RP
Dr hab. Agnieszka Bień-Kacała, prof. UMK z Katedry Praw Człowieka na Wydziale Prawa i Administracji UMK fot. fot. Andrzej Romański

– Jeśli nie będziemy stosować zasad demokracji w życiu codziennym: w domu, szkole i pracy, to nie powinniśmy oczekiwać, że będą się posługiwali nimi rządzący. Demokrację można budować tylko oddolnie – mówi dr hab. Agnieszka Bień-Kacała, prof. UMK z Katedry Praw Człowieka na Wydziale Prawa i Administracji UMK.

Prof. Bień-Kacała wraz z prof. Tímeą Drinóczi, Węgierką zatrudnioną obecnie na Federal University of Minas Gerais w Brazylii, opublikowały monografię "Illiberal constitutionalism in Poland and Hungary: the deterioration of democracy, misuse of human rights and abuse of the rule of law" wydaną w serii "Comparative Constitutional Change" (300 pkt. na liście MEiN). Toruńska prawniczka opowiada o degradacji demokracji w Polsce, niewłaściwym stosowaniu praw człowieka i nadużywaniu rządów prawa.

Monografia prof. Bień-Kacały
fot. Andrzej Romański

Marcin Behrendt: Konstytucjonalizm nieliberalny brzmi jak oksymoron.

Prof. Agnieszka Bień-Kacała: Rzeczywiście, zwłaszcza demokracja w zestawieniu z nieliberalizmem traktowana była jako oksymoron od czasów opublikowania przez Fareeda Zakarię – amerykańskiego dziennikarza i politologa – w latach 90. ubiegłego wieku tekstu na ten temat. Uznano bowiem, że demokracja może być wyłącznie liberalna, co wiąże się z uznaniem podmiotowości narodu i ochroną praw jednostki. Dopiero wygrana Viktora Orbana w 2010 roku i następnie Jarosława Kaczyńskiego w 2015 roku spowodowały, że zaczęto na poważnie zastanawiać się nad nieliberalizmem oraz jego relacją z demokracją konstytucyjną, czyli konstytucjonalizmem. Wspólnie z prof. Drinóczi jesteśmy prekursorkami w tej dziedzinie. W ostatniej książce dokonałyśmy teoretycznych ustaleń dotyczących kształtu ustroju stworzonego na Węgrzech i w Polsce. Obecnie testujemy nasze teoretyczne założenia, badając przemiany ustrojowe, które zachodzą w państwach UE, które wcześniej wchodziły w orbitę zainteresowania Związku Radzieckiego. Naszym zdaniem właśnie te państwa zagrożone są powstaniem konstytucjonalizmu nieliberalnego. Wyniki badań opublikowane zostaną w "Oxford Handbook of Illiberalism".

Czym zatem jest konstytucjonalizm nieliberalny?

– Żeby rozmawiać o konstytucjonalizmie nieliberalnym, najpierw trzeba zastanowić się czym jest konstytucjonalizm liberalny. Jest wiele definicji i pojęć do niego zbliżonych: demokracja liberalna, demokracja konstytucyjna – tak naprawdę nie ma jednej nazwy tego ustroju konstytucyjnego. Konstytucjonalizm liberalny opiera się na trzech filarach: demokracji, rządach prawa i ochronie praw jednostki. W kręgu kultury zachodniej wartości reprezentowane przez te filary przyjmowane są za zdobycz historyczną, coś, co ukształtowało się na przestrzeni lat i zostało okupione wieloma cierpieniami. Musimy pamiętać, że ten ustrój kształtował się przez stulecia, niosąc ze sobą wiele ofiar. Stąd przywiązanie, żeby konstytucjonalizm i demokrację łączyć z liberalizmem, rozumianym jako ochrona praw jednostki. Symbolem tego procesu jest obecna sytuacja na Ukrainie, której obywatele walczą z rosyjską agresją, właśnie w obronie wskazanych przeze mnie wartości. Konstytucjonalizm nieliberalny wiąże się z obniżeniem dotychczasowych standardów we wszystkich filarach, co powoduje zbliżenie systemu do autorytaryzmu. Niemniej jednak autorytaryzm nie został jeszcze osiągnięty z uwagi choćby na ograniczający efekt członkostwa w UE.

Ochrona praw człowieka od lat jest terminem bardzo nośnym, ale w odniesieniu do ustroju nie chodzi tylko o humanitaryzm.

– Dokładnie, państwo demokratyczne zasadza się na ochronie praw jednostki. Z drugiej jednak strony, aby państwo było demokratyczne, musi ono zapewniać możliwość uczestnictwa w wyborach, odpowiednią reprezentację obywatela w parlamencie, ale także wolność mediów i niezawisłość sędziowską. To są naczynia połączone, bo nawet jeśli wybory są wolne, to niekoniecznie mogą być – jak to określają Anglicy – fair, a mówiąc po polsku: uczciwe. Codziennie obserwujemy, jak wygląda przekaz telewizji publicznej, faworyzowanie jednego z ugrupowań politycznych. Może się to przekładać na wynik wyborczy. Pamiętajmy także, że nie chodzi nam tylko o same procedury wyborcze. Wybory odbywają się przecież w państwach autorytarnych, np. w Rosji czy na Białorusi, ale nie mają charakteru rozliczania władzy i udzielania pełnomocnictwa reprezentantom na kolejną kadencję.

Przecież w tych państwach, podobnie jak w Polsce, obowiązuje kadencyjność władzy.

- Podkreślam, że musi dojść do połączenia dwóch elementów; z jednej strony udzielamy pełnomocnictwa, pozwalamy na reprezentowanie naszych poglądów, a z drugiej rozliczamy rządzących sprawujących mandat. Jeśli nie ma szans na rozliczenie i wymianę rządzących, nie ma mowy o demokracji.

Portret prof. Agnieszki Bień-Kacały
Prof. Agnieszka Bień-Kacała
fot. Andrzej Romański

A praworządność, jakie ona ma znaczenie?

– Tak jak już wspomniałam w demokracji liberalnej czy konstytucjonalizmie liberalnym rządzący są zobowiązani do przestrzegania prawa i muszą zachowywać się zgodnie z postanowieniami prawa, które de facto sami stanowili. To też pewnego rodzaju gwarancja dla jednostki. Celem nadrzędnym jest bowiem zapewnienie stosowania prawa względem obywateli i zapobieganie nadużyciom władzy. Ta relacja jest najbardziej istotna dla jednostek, a jej fundamentem, podstawą praworządności jest niezawisłość i niezależność sądów. A to jest teraz największym mankamentem w Polsce na każdym poziomie sądownictwa, także jeśli chodzi o sądownictwo konstytucyjne. Praktycznie nie mamy możliwość złożenia skargi konstytucyjnej, zwłaszcza w sprawach istotnych dla partii rządzącej, gdyż wiemy, w jaki sposób będzie rozpatrywana, kto będzie rozstrzygał. Zebraliśmy już sporo materiałów na ten temat. Mamy nawet orzeczenie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka dotyczące spółki Xero Floor (sprawa dotyczyła m.in. zarzutu skarżącej spółki, że w składzie orzekającym Trybunału Konstytucyjnego rozpatrującym jej skargę, uczestniczył sędzia, który nie został prawidłowo wybrany. Spółka podniosła, iż narusza to jej prawo do rozpoznania sprawy przez sąd ustanowiony ustawą, wynikające z art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka – red.).

Na polskim trybunale orzeczenie nie wywarło wielkiego wrażenia.

– Europejscy prawnicy wyraźnie powiedzieli, że polski Trybunał Konstytucyjny nie jest sądem zabezpieczającym prawa i wolności obywateli. W kontrze nasi sędziowie orzekli, że właściwie nie muszą być niezawiśli i niezależni. Polski TK uznał ponadto, że nie jest związany Europejską Konwencją Praw Człowieka, a to niestety standard rosyjski. I właśnie tutaj dochodzimy do ochrony praw jednostki. To jest clou, trzeci filar demokracji liberalnej czy konstytucjonalizmu liberalnego. O konstytucjonalizmie mówimy tutaj dlatego, że to jest ten element, który wiąże się z ograniczeniem władzy. To konstytucja powinna ograniczać władze przed arbitralnym działaniem. Z drugiej strony rządzący, zgodnie z konstytucją, powinni sami czuć się ograniczonymi, nie naruszać prawa i nie podejmować działań szkodzących ludziom.

Doszliśmy do modelu niemal idealnego.

– W Polsce i na Węgrzech w 1989 roku przyjęto właśnie model konstytucjonalizmu liberalnego, czy demokracji konstytucyjnej. Wskazałam, na czym on polega i jakie możemy obserwować odstępstwa od tego modelu w naszym kraju po 2015 roku. Dużą część naszych badań zajmuje próba odpowiedzi na pytanie, co się stało, że od tego ideału świadomie odchodzimy. Naszym zdaniem wpływ na to mają wartości przyjmowane przez elektorat popierający ugrupowania rządzące w naszym kraju i na Węgrzech. Wspólnotowość jest cechą dobrą, podobnie jak przywiązanie do religii. Ale u nas wspólnotowość jest ograniczana do jednej grupy ludzi, popierających jedną partię. Następuje silna polaryzacja, reszta obywateli jest wykluczana poza nawias. A to wszystko podszyte jest ogromną dawką populizmu. Wykluczenie od lat znane jest w polityce, ale dopiero teraz przyjęło tak wielkie rozmiary. Jest widoczne w całym procesie ustawodawczym. Opozycja nawet nie może rzeczowo zabrać głosu. Jej przedstawiciele mają tylko kilkadziesiąt sekund na wypowiedź, ustawy uchwala się w ciągu kilku godzin, maksymalnie kilku dni. Gdzie jest rzeczowa debata, konsultacje społeczne? Zamyka się dyskusje, nie rozmawia o różnorodności postaw i poglądów w społeczeństwie. To jest niepokojące.

fot. Andrzej Romański

Żaden mechanizm nas nie obroni?

– Bardzo dużo zależy od tego, jacy są ludzie sprawujący władzę. Po wyborach czerwcowych 1989 roku w Polsce obowiązywała konstytucja państwa socjalistycznego. W grudniu tego samego roku sejm kontraktowy ją znowelizował, wprowadzając zasady demokratycznego państwa prawa, sprawiedliwość społeczną, pluralizm polityczny, swobodę działalności gospodarczej oraz ochronę własności. Decydenci w czasie transformacji ustrojowej dostosowywali prawo do zupełnie innego nastawienia, także do potrzeb demokracji liberalnej. Teraz jest podobnie. Obowiązuje konstytucja państwa liberalnego, demokracji liberalnej, stawiająca na ochronę praw jednostki, praworządność. Mamy pięknie opisane prawa wyborcze.

Sytuacja podobna, tylko ludzie inni.

– Tak się złożyło, że władze przejęła większość wyznająca inne wartości i następuje podobna transformacja do tej po 1989 roku, tylko w drugim kierunku. Systematycznie obniżane są standardy demokracji, rządów prawa. Przejęty przez polityków Trybunał Konstytucyjny nie chroni praw i wolności obywatela. Również w tym sensie, że nie chroni przed arbitralnością władzy, przed nieuprawnioną ingerencją w nasze prawa i wolności. Zmienił się wektor przemian ustrojowych z kierunku ku demokracji na kierunek przeciwny – ku autorytaryzmowi.

Dlaczego te zmiany zachodzą tylko w Polsce i na Węgrzech, a nie we wszystkich krajach postkomunistycznych?

– Przyczyną są oczekiwania społeczeństwa w stosunku do państwa, oczekiwanie na lidera, który akurat się pojawił i wykorzystywanie przez polityków sytuacji kryzysowej: na Węgrzech gospodarczej, w Polsce katastrofy smoleńskiej. Ona Polaków bardzo mocno podzieliła, zmieniła oczekiwania społeczeństwa, które coraz bardziej zaczęło się skłaniać w stronę wspólnotowości wewnętrznej, opiekuńczości. Politycy zaczęli zaspokajać potrzeby wspólnotowe na niższym poziomie społecznym i z czasem to przyniosło efekty. Nie ma co ukrywać, że największy problem jest z ludźmi, a nie z ideami czy mechanizmami, bo wszystkie mechanizmy prawne działają wtedy, kiedy społeczeństwo je stosuje i uważa, że należy ich przestrzegać. A Polacy w zamian za 500+, bony turystyczne i inne prezenty od władzy pozwolili na stopniowe odbieranie należnych sobie praw. Oczywiście pamiętajmy, że nie wszyscy jesteśmy jednakowi i znaczna część społeczeństwa uznaje te ideały, które legły u podstaw transformacji do demokracji rozpoczętej w roku 1989. Co więcej wartości liberalne, jak wskazują badania psychologów społecznych – choćby ostatni raport pod kierownictwem prof. Mirosławy Marody, stają się coraz bardziej powszechne i te właśnie zmiany kulturowe mogą dawać odpowiedź w postaci konsolidacji wartości nieliberalnych. Ma to przełożenie na udział w wyborach i poparcie dla obecnej opcji rządzącej. Czy zmiany te zachodzą tylko w Polsce i na Węgrzech, czy też w innych państwach postkomunistycznych należących do UE, to wymaga dalszych badań. Te badania są w toku, stąd też odpowiedź pojawi się dopiero w przyszłości.

Jak w takim razie wrócić na właściwe tory?

– Od razu powiem, że nie da się automatycznie unieważnić wszystkich aktów prawnych przyjętych w Polsce po 2015 roku. Aby przywrócić państwo prawa lub zbudować na nowo państwo prawa uwzględniające naszą tożsamość jako Polaków, tożsamość narodową, musimy wrócić do wartości, które wyznajemy. Trzeba krzewić te związane z demokracją, rządami prawa, ochroną praw jednostki i cnotą samoograniczenia. Wówczas znajdzie się przestrzeń do realizacji dążeń indywidualnych i wspólnotowych. Człowiek jest przecież istotą społeczną i może realizować swoje dążenie do szczęścia w społeczeństwie opartym na demokracji, rządach prawa i ochronie praw jednostki.

Prof.  Agnieszka Bień-Kacała
fot. Andrzej Romański

Czym dla nas powinna być demokracja?

– Demokracja to proces zapewniający wszystkim równy udział w podejmowaniu decyzji. Czy my w życiu codziennym stosujemy tak rozumianą demokrację: w domu, pracy? Nie! I tu jest clou problemu, bo demokracja jest ideą oddolną. Najpierw musimy wiedzieć, jak demokratycznie postępować, a dopiero potem przenosić to w górę na działanie samorządu, parlamentu itd. Jeśli nie będziemy stosować zasad demokracji w życiu codziennym: w domu, szkole i pracy, to nie powinniśmy oczekiwać, że będą się posługiwali nimi rządzący. Jesteśmy strasznie przywiązani do hierarchii, która w pewnym stopniu oczywiście musi być zachowana, ale dla nas hierarchia związana jest z bezwzględnym podporządkowaniem. Lojalność traktowana jest jak świętość, nie dyskutujemy na pewne tematy. Podwładny nie dyskutuje z przełożonym, nie może mu się sprzeciwić, wysuwając argumenty, w większości przypadków nie ma żadnego wpływu na wybór swojego przełożonego. W efekcie okazuje się, że w życiu prywatnym kierujemy się innymi zasadami niż te, których przestrzegania oczekujemy od polityków. Tak samo jest z praworządnością. Mój kolega z Węgier zwrócił uwagę na postrzeganie praworządności przez pryzmat legitymacji studenckiej. Upoważnia ona do pewnych przywilejów: zniżek w komunikacji, możliwości korzystania z biblioteki itp. Czy wszyscy studenci składają legitymację w momencie skończenia studiów, czy czekają aż upłynie termin jej ważności? Uprawnienia kończą się w momencie zakończenia studiów, a nie w dacie wskazanej w legitymacji.

Zmiany musimy zacząć od siebie.

– I od pokazywania swoją postawą, jak należy się zachowywać. Potrzebna jest edukacja, ale proszę jej nie mylić z systemem oświaty.

Jak w takim razie chronić demokrację?

– Wydaje się, że mamy konstytucję, Trybunał Konstytucyjny, sądy, zabezpieczają nas przepisy i instytucje unijne, ale jeżeli będziemy chcieli oszukać instytucje państwowe, znajdziemy na to sposób. To nasze zachowanie więc może chronić demokrację albo ją niszczyć. Bardzo ważne jest nasze członkostwo w Unii Europejskiej, ponieważ ono spowalnia marsz w kierunku autorytarnym. Proszę zauważyć, że jeszcze nie jest tak, że rządzący mogą zrobić wszystko, mimo że degradacja w zakresie praworządności jest bardzo duża, bo cały czas muszą reagować na sygnały płynące z Unii Europejskiej. Proszę sobie wyobrazić, gdzie byśmy byli jako państwo, gdyby nie ograniczenia unijne?

Na Białorusi albo bardzo blisko.

– Cofnijmy się o kilka lat. Zaczęło się od ignorowania decyzji unijnego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej. Pamiętajmy też, że "przejęto" Trybunał Konstytucyjny, który w tej chwili pełni funkcję usługową wobec władzy. Ten mechanizm jest dobrze znany w państwach byłego bloku wschodniego. Z powodzeniem został wykorzystany w Rosji. Tamtejszy trybunał starał się podejmować niezależne działania, ale szybko został przejęty. Niestety muszę to powiedzieć, że ta ścieżka u nas jest bardzo podobna. Niepokojące w Polsce jest to, że w sposób nieformalny, z wykorzystaniem trybunału, zmieniana jest konstytucja. Trybunał tworzy nowe interpretacje norm konstytucyjnych, tłumaczy na opak, a argumentacja jest przykręcana po to, żeby odpowiednio uzasadnić zdanie rządzących. Mamy Krajową Radę Sądownictwa, która ma stać na straży niezawisłości i niezależności sądownictwa, więc z definicji powinna być niezawisła i niezależna. Trybunał tuż przed reformą PiS orzekł, że przepisy regulujące wybór sędziów są niekonstytucyjne. Po czym wybrano na podstawie nowych uregulowań nową Radę, a trybunał orzeka, że wszystko odbyło się w zgodzie z konstytucją. Po pierwsze potwierdził to, co zostało zrobione, a po drugie to, że KRS nie jest elementem władzy sądowniczej, więc nie musi być niezawisła i niezależna.

fot. Andrzej Romański

Od transformacji minęło ponad 30 lat, a my nadal musimy uczyć się demokracji.

– Tylko gdzie? Zastanówmy się, ile w szkole jest miejsca na dyskusję i na prezentowanie swoich poglądów. Edukacja staje się coraz bardziej scentralizowana i zindoktrynowana. Ale zaniedbania ciągną się za nami od 1989 roku. Zbieramy owoce tego, że zadbaliśmy o instytucje, o górę, natomiast umknęły nam gdzieś podstawy, czyli rozwój w społeczeństwie wartości, o których rozmawialiśmy. Ja wiążę nadzieję z młodymi, którzy mają dostęp do środków przekazu i uczą się choćby protestować. Chcę mieć nadzieję, że możemy wszystko naprawić i nie zdarzy się to, co w Rosji czy na Białorusi.

pozostałe wiadomości